Oradour sur Glane było sceną okrutnych wydarzeń. Zginęło tam ponad 600 osób
Oradour sur Glane było niewielkim, sennym miasteczkiem, jakich nie brakuje w środkowej Francji. Po agresji przypuszczonej przez jedną z najokrutniejszych dywizji Waffen-SS, pozostały po nim tylko dogorywające ruiny. Od okrutnej zbrodni, której dopuścili się Niemcy minęło ponad 30 lat, a Oradour sur Glane nadal wygląda jak tuż po ataku. Dziś jest miejscem pamięci i symbolem przypominającym o bestialskiej rzezi niewinnych osób.

Spis treści:
- Jak wygląda Oradour sur Glane?
- Co wydarzyło się w Oradour sur Glane?
- Proces zbrodniarzy
- Decyzja o zachowaniu Oradour sur Glane
Ruiny budynków publicznych, szkielety domów, wraki samochodów – w Oradour sur Glane czas zatrzymał się 10 czerwca 1944 roku, kiedy miasteczko stało się masowym grobem, w którym spoczęli jego mieszkańcy. Tego dnia zginęły 642 osoby, w tym kobiety i dzieci. Niemcy nie oszczędzili nikogo. Mordowali nawet niemowlęta. Ocalało zaledwie kilku mieszkańców, którzy cudem zdołali umknąć okrutnym oprawcom.
Jak wygląda Oradour sur Glane?
To nie „ghost town”, jakich wiele na całym świecie. Oradour sur Glane w niczym nie przypomina miast takich jak Centralia i innych, które uległy wyludnieniu w następstwie katastrof naturalnych czy z przyczyn ekonomicznych. Historia francuskiego miasteczka, której ślady są tam widoczne dosłownie na każdym kroku, jest znacznie bardziej przejmująca.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że Oradour sur Glane to spokojna, żyjąca swoim własnym rytmem wieś, w której nigdy nie wydarzyła się żadna tragedia. To dlatego, że po wojnie miejscowość odbudowano. Wystarczy jednak przejść kilkaset metrów i minąć muzeum, by dotrzeć do ruin, które pozostawiono w nienaruszonym stanie. Do dziś widoczne są tam ślady po kulach, podpaleniach i eksplozjach.
Co wydarzyło się w Oradour sur Glane?
W 1936 roku żyło tam około 1600 osób, zajmujących się głównie handlem i rolnictwem, z czego ponad 300 osiedliło się w ścisłym centrum, gdzie biło serce miasteczka. Znajdowało się tam kilka szkół, hotel, zakłady rzemieślników i sklepy. Życie toczyło się tam powolnym rytmem, aż do 1940 roku, gdy Niemcy przypuścili atak, a Oradour sur Glane znalazło się w granicach kolaborującej z okupantem Francji Vichy. Mimo to miasteczko trzymało się z dala od działań wojennych. Aż do 10 czerwca 1944 roku, kiedy oddział pod dowództwem Adolfa Diekmanna, w akcie bestialskiej zemsty, wymordował niemal wszystkich jego mieszkańców.
Najokrutniejsi żołnierze Hitlera ruszyli do walki
6 czerwca 1944 roku alianci wylądowali w Normandii i rozpoczęli operację zmierzającą do wyzwolenia Europy spod okupacji. Niemcy nie zamierzali jednak oddać zajętych ziem bez walki. Naczelne dowództwo Wermachtu o przeniesieniu do Normandii trzymanych w rezerwie oddziałów. Do walki skierowane został między innymi oddziały 2. Dywizji Pancernej „Das Reich”, które na froncie wschodnim wykazały się wręcz nieludzkim okrucieństwem.
Jednostka utworzona w 1938 roku uczestniczyła w inwazji na Francję w 1940 roku. Później uczestniczyła w walkach na Bałkanach i na froncie wschodnim. Tam żołnierze zdołali podejść pod samą Moskwę, pozostawiając po sobie zgliszcza i ciała cywili. Poniosła jednak dotkliwe straty. Ci, którzy przeżyli, zostali przeniesieni do obozu Souges. Zrekonstruowana dywizja mogła wrócić do walki.
Pojmanie Helmuta Kämpfe
8 czerwca 1944 roku zmotoryzowane oddziały „Das Reich” wyruszyły przeciwko aliantom. Po drodze mieli rozprawić się z ruchem oporu. 9 czerwca Niemcy dotarli do Tulle, gdzie z rozkazu Heinza Lammerdinga powiesili 99 mieszkańców. Była to zemsta za wcześniejsze zajęcie miasta przez partyzantów, którzy w środkowej Francji uformowali silne, dobrze zorganizowane oddziały.
Ruch oporu nie zamierzał rezygnować z walki. Tego samego dnia oddział z Oradour sur Vayres pojmał kilku żołnierzy „Das Reich”, w tym wysokiego rangą oficera Helmuta Kämpfe. Sturmbannführer został stracony 10 czerwca.
Niemiecka odsiecz
Jeden z pojmanych zdołał wymknąć się partyzantom. Uciekinier powiadomił siły SS, że w rękach ruchu oporu znalazł się oficer. Zapadła decyzja o podjęciu próby uwolnienia schwytanych jeńców.
Przeciwko partyzantom skierowano liczący około 150 żołnierzy oddział pod dowództwem Adolfa Diekmanna. Batalion miał udać się do miasteczka Oradour sur Glane, gdzie według relacji uciekiniera jeńcy mieli być przetrzymywani (co było błędną informacją). Diekmann otrzymał rozkaz odbicia pojmanych, a gdyby ich nie znalazł, miał pojmać wystarczająco dużo mieszkańców, by ruch oporu chciał negocjować.
Po drodze Diekmann miał dojść do wniosku, że pojmany oficer już nie żyje. Postanowił zignorować rozkaz i zmienić cel operacji. Nie chodziło już o odbicie pojmanych ani o pozyskanie jeńców do ewentualnej wymiany. Celem stała się krwawa zemsta.
Atak na bezbronne miasteczko
Niemcy dotarli na miejsce wczesnym popołudniem. Mieszkańcy Oradour sur Glane najprawdopodobniej nie spodziewali się agresji. Ruch oporu prawie tam nie istniał, więc teoretycznie Niemcy nie mieli wyraźnych podstaw do podjęcia zbrojnych działań.
Część batalionu otoczyła miasteczko i zablokowała wszystkie drogi wyjazdowe. Reszta wkroczyła do centrum. Mieszkańcy byli wyłapywani i spychani na rynek. Ci, którzy z jakiegokolwiek powodu nie mogli dotrzeć do miejsca zgromadzenia, byli zabijani tam, gdzie zastał ich wróg. Po zebraniu wszystkich mieszkańców, SS-mani przystąpili do selekcji. Oddzielili mężczyzn od kobiet z dziećmi. Mężczyźni zostali zapędzeni do stodół. Kobietom i najmłodszym mieszkańcom rozkazano udać się do kościoła. Chwilę później rozpoczął się krwawy pogrom.
Masowy mord na mieszkańcach Oradour sur Glane
Mężczyzn rozstrzeliwano bronią maszynową. Padali jeden po drugim, a gdy karabiny ucichły, podoficer wyszukiwał tych, którzy dają jakiekolwiek oznaki życia. Ranni byli dobijani strzałem w głowę z pistoletu. Ciała przykryli słomą. Nie dlatego, że oprawcy nie mogli patrzeć na potworność, której się dopuścili. Chodziło tylko o to, by łatwiej pozbyć się ciał. Gdy agresor upewnił się, że wszyscy są martwi, padł rozkaz podłożenia ognia.
Kobiety i dzieci spotkał tak samo okrutny los. Niemcy najpierw strzelali do nich, następnie zaczęli wrzucać granaty do kościoła. Na koniec podpalili budynek. Po dokonanym mordzie, splądrowali całą wieś i podpalili zabudowania. Część żołnierzy wróciła do kwater. Ci, którzy pozostali, otrzymali rozkaz wykopania masowego grobu.
Przeżyło zaledwie kilka osób
Według oficjalnych danych, 10 czerwca 1944 roku Niemcy zamordowali 642 osoby. Było im obojętne, do kogo strzelają. Od ich pocisków zginęli mężczyżni, kobiety, dzieci i niemowlęta. Pogrom ludności cywilnej przeżyło zaledwie nieliczni. Wśród nich było kilku mężczyzn, którzy uniknęli postrzału w głowę i wydostali się z płonącej stodoły, i kobieta – Marguerite Rouffanche.
Zbrodniarz nie został ukarany
Po powrocie do siedziby pułku, zbrodniarz Diekmann zaraportował standartenführerowi Stadlerowi o działaniach, które podjął wobec mieszkańców Oradour sur Glane. Został za to postawiony przed sądem polowym, ale kary uniknął.
Swoim batalionem dowodził nadal, być może dlatego, że Niemcy potrzebowali doświadczonych oficerów, choć prawdopodobne wydaje się, że sam proces został przeprowadzony dla czystej formalności. Nie istnieją żadne dowody, które wskazywałyby na to, ale nie można wykluczyć, że Diekmann dokonał rzezi w Oradour sur Glane na podstawie odgórnego rozkazu. W tym miejscu warto postawić pytanie: po co wysyłać słynący z okrucieństwa wobec cywili oddział, jeżeli nie dla przeprowadzenia krwawego pogromu?
Co osiągnęli Niemcy?
Nawet jeżeli Diekmann działał samowolnie, okupant sporo zyskał na przeprowadzonej przez niego operacji. Francuski ruch oporu na jakiś czas musiał zmniejszyć skalę swoich działań. Powód był bardzo prosty – ludność cywilna nie chciała podzielić losu mieszkańców Oradour sur Glane i przestała sprzyjać partyzantom. A przecież ich działania były w dużej mierze uzależnione od poparcia cywili.
Proces zbrodniarzy
Co stało się z dowódcą, z rozkazu którego zginęło ponad 600 osób? Zginął 30 czerwca 1944 roku. Podczas walk w Normandii, został raniony odłamkiem granatu. Uniknął sprawiedliwości z rąk sądu. Ta miała dosięgnąć zaledwie 21 żołnierzy SS, którzy uczestniczyli w rzezi, jednak w praktyce stało się inaczej.
Proces przed sądem w Bordeaux rozpoczął się w 1953 roku. Na ławie oskarżonych zasiadła garstka uczestników okrutnych wydarzeń. Większość, bo aż 14 osób, pochodziła z francuskiej Alzacji, która po 1940 roku znalazła się w granicach III Rzeszy, a jej mieszkańców wcielano do niemieckiej armii (po wojnie ponownie stali się obywatelami Francji). I tu pojawił się problem. Z jednej strony sprawcy masakry zasługiwali na najsurowszą karę, z drugiej reintegracja z Alzacją była jednym z priorytetów w powojennej Francji.
Proces zakończył się surowymi wyrokami. Wobec dwóch oskarżonych sąd orzekł karę śmierci, jednak wszyscy skazani szybko odzyskali wolność. Francuski parlament zniósł postanowienia, na mocy których zapadły wyroki.
Decyzja o zachowaniu Oradour sur Glane
O zachowaniu ruin niewielkiej miejscowości, w której SS-mani dokonali rzezi niewinnych cywili, francuskie władze zadecydowały 28 listopada 1944 roku. Oradour sur Glane stało się symbolem zbrodni, których Niemcy dopuścili się podczas II wojny światowej. Do dziś nie zmieniło się tam nic.
Nasz autor
Artur Białek
Dziennikarz i redaktor. Wcześniej związany z redakcjami regionalnymi, technologicznymi i motoryzacyjnymi. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o historii, kosmosie i przyrodzie, ale nie boi się żadnego tematu. Uwielbia podróżować, zwłaszcza rowerem na dystansach ultra. Zamiast wygodnego łóżka w hotelu, wybiera tarp i hamak. Prywatnie miłośnik literatury.
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER
Pokazywanie elementu 1 z 1
Niezwykła rola dzieci w tworzeniu sztuki naskalnej. Kontaktowały się z duchami
Nawet kilkuletnie dzieci współtworzyły słynne pradziejowe malowidła naskalne. Te przedstawienia powstawały kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Archeolodzy mają odpowiedź, dlaczego uczestniczyły w tym maluchy.
Zobacz także
Polecane
Pokazywanie elementów od 1 do 4 z 20
Madera: raj dla miłośników przyrody i aktywnego wypoczynku
Współpraca reklamowa
Kierunek: Włochy, Południowy Tyrol. Ależ to będzie przygoda!
Współpraca reklamowa
Komfort i styl? Te ubrania to idealny wybór na ferie zimowe
Współpraca reklamowa
Nowoczesna technologia, która pomaga znaleźć czas na to, co ważne
Współpraca reklamowa
Wielorazowa butelka na wodę, jaką najlepiej wybrać?
Współpraca reklamowa
Z dala od rutyny i obowiązków. Niezapomniany zimowy wypoczynek w dolinie Gastein
Współpraca reklamowa
Polacy planują w 2025 roku więcej podróży
Współpraca reklamowa
Podróż w stylu premium – EVA Air zaprasza na pokład Royal Laurel Class
Współpraca reklamowa
Chcesz czerpać więcej z egzotycznej podróży? To łatwiejsze, niż może się wydawać
Współpraca reklamowa
Portrety pełne emocji. Ty też możesz takie mieć!
Współpraca reklamowa