Przyprawa z „Diuny”? Ziemskie zwierzęta również wydzielają substancje psychoaktywne
Przyprawa, melanż czy po prostu spice. Niezależnie od tego, jak nazwiemy wydzielinę czerwi z kultowej powieści Franka Herberta „Diuna”, jest ona naturalnym narkotykiem, kluczowym dla władzy i ekonomii uniwersum. Wzmaga zdolności psioniczne, wyostrza zmysły i pozwala nawigować bo niekończących się mapach galaktyki. Okazuje się, że nie trzeba pustynnych czerwi planety Arrakis, aby zetknąć się z podobną substancją odzwierzęcą.

Spis treści:
– Pamiętasz smak swojej pierwszej przyprawy?
– Smakowała jak cynamon.
– Lecz nigdy dwa razy tak samo. Ona jest jak życie: ilekroć jej kosztujesz, ukazuje inną twarz.
Takie uwagi wymieniają bohaterowie „Diuny”, Wellington Yueh i lady Jessica. Osobisty lekarz rodu Atrydów i należąca do zakonu Bene Gesserit konkubina księcia znali działanie wydzieliny czerwi i rozumieli, że jest ona nie tylko potężnym środkiem psychoaktywnym, ale też zarzewiem wojen.
To, co dzieje się w powieści, przypomina dość mocno wojny narkotykowe, choć sam Herbert odnosił historię do wojen o ropę. W końcu ropa również jest produktem odzwierzęcym. Powstała miliony lat temu z przekształcenia materii organicznej, głównie szczątków roślin i zwierząt morskich, w wyniku procesów biologicznych i chemicznych. W dodatku jest bezcenna w naszym świecie. Opiera się na niej cała nasza ekonomia, a wojny o dostęp do złóż ropy pochłonęły miliardy dolarów i miliony zabitych.
Psychodeliczne supermoce
Mistyczna wydzielina czerwi, wydłużający życie i wywołujący doświadczenia poza ciałem melanż, wydają się czystą fantazją. Jednak istnieją zwierzęta na Ziemi, które wytwarzają feromony, chemiczne środki obrony i inne substancje o podobnych właściwościach. – W „Diunie” wiele rzeczy zdaje się działać jak supermoce — mówi Alison Schapker, showrunnerka i producentka wykonawcza serialu „Diuna: Proroctwo” w rozmowie z National Geographic. Dodaje, że nawet najbardziej fantastyczne elementy „Diuny” są często osadzone w „ewolucyjnym obiektywie”.
A może potężne czerwie to po prostu odlegli potomkowie skromnych, ziemskich nicieni? Nicienie produkują równie imponujący arsenał chemikaliów, co pustynne czerwie z powieści. Te różnorodne, wysoce przystosowane robaki wydzielają koktajl silnych feromonów zwanych askaryzydami. Podobnie jak książkowa „Woda Życia”, niektóre askaryzydy działają jak eliksir miłości, pomagając nicieniom przyciągać partnerów.
Inne askaryzydy przekształcają anatomię nicieni, podobnie jak długotrwałe działanie melanżu zmienia ciała Nawigatorów Gildii. Niektóre substancje chemiczne wprowadzają nicienie w stan hibernacji, który może znacznie wydłużyć ich życie. – To bardzo interesujący etap życia robaka, ponieważ normalny cykl życia trwa od pięciu do trzydziestu dni. Jednak nicienie mogą spędzić nawet osiem miesięcy w stanie w stanie hibernacji — mówi Michael Werner, ekspert ds. nicieni z Uniwersytetu Utah.
Omamy i halucynacje
Feromony nicieni prawdopodobnie nie wywołują halucynacji, chociaż Werner przyznaje, że naukowcy tego jeszcze nie badali. – Ale jest całkiem sporo innych gatunków zwierząt, głównie ryb, płazów i owadów, które produkują substancje chemiczne zdolne wywoływać zmienione stany świadomości — twierdzi Laura Orsolini, adiunkt psychiatrii z Politechniki Marche w Ankonie we Włoszech, współautorka pracy przeglądowej na temat tzw. „psychodelicznej fauny”.
Niestety, badania nad psychodelikami pochodzenia zwierzęcego są bardzo nieliczne. W wielu przypadkach naukowcy nie wiedzą, które substancje chemiczne wywołują zmiany świadomości ani dlaczego zwierzęta je produkują. Niektórzy biolodzy podejrzewają, że naturalne halucynogeny pełnią funkcję obronną.
Ryba snów i koszmarów
Eksperymenty z psychodelicznymi zwierzętami mogą mieć jednak potężne skutki. Na przykład Sarpa salpa, znana jako „ryba snów” lub „koszmarów”, może wywoływać przerażające halucynacje u osób, które ją spożyją. Mamy na to całkiem sporo dowodów. Co pewien czas pojawiają się opowieści osób, które po zjedzeniu „ryby snów” miały halucynacje, często połączone z omamami słuchowymi. Jak w przypadku pewnego 40-letniego turysty, który poczuł się chory kilka godzin po zjedzeniu Sarpa salpa w restauracji na Lazurowym Wybrzeżu. Następnego dnia musiał przerwać prowadzenie samochodu, gdy jego wzrok zaczął się rozmazywać, a gigantyczne, krzyczące owady wydawały się atakować jego pojazd.
Natomiast pewien 90-letni mężczyzna po spożyciu Sarpa salpa zaczął słyszeć „krzyki ludzi i pisk ptaków”. Nie jest jasne, dlaczego tylko niektórzy ludzie doświadczają takich efektów po zjedzeniu tej ryby. Możliwe, że sposób przygotowania ryby, w tym to, czy została oczyszczona przed ugotowaniem, odgrywa w tym rolę.
Jeszcze poważniejsze problemy może wywołać zjedzenie świeżego mięsa rekina grenlandzkiego. Fermentowane mięso tego rekina jest narodowym daniem Islandii, ale jeśli mięso zostanie zjedzone na świeżo, może wywołać wymioty, halucynacje i chwilowy paraliż. Naukowcy uważają, że odpowiada za toksyna o nazwie trimetyloamina — produkt rozpadu trimetyloaminy tlenkowej obecnej w mięsie rekina grenlandzkiego.
Cząstka Boga prosto z ropuchy
Ale halucynogeny mogą produkować nawet mrówki. Mrówki żniwiarki z południowej i południowo-centralnej Kalifornii mogą wywoływać halucynogenne wizje, prawdopodobnie dzięki psychoaktywnym związkom w swoim jadzie. Z kolei ropucha koloradzka (Bufo alvarius) wytwarza halucynogenny jad z kilku gruczołów na swojej skórze. Mlecznobiała substancja zawiera 5-MeO-DMT, znaną także jako „cząsteczka Boga” ze względu na zdolność do przenoszenia użytkowników w stan egzystencjalnego oświecenia.
Robert Villa, prezes Towarzystwa Herpetologicznego w Tucson, twierdzi, że użytkownicy psychodelików prawdopodobnie po raz pierwszy eksperymentowali z jadem tej ropuchy w latach 80. XX wieku. Jednak popyt na płaza gwałtownie rośnie dzięki promocji podróży z użyciem jadu przez celebrytów i influencerów.
Choć naukowcy nie są jeszcze pewni, czy ropucha została poważnie zagrożona przez czarny rynek, Villa i inni obawiają się, że gdy badacze odnotują spadek populacji, może być „za późno” na podjęcie działań. Jak widać nie trzeba lecieć na pustynną Arrakis, by zetknąć się z psychodelikami odzwierzęcymi. Pozostaje jedno pytanie: czy warto?
Źródło: National Geographic
Nasza autorka
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Związana z magazynami portali Gazeta.pl oraz Wp.pl. Współautorka książek „Człowiek istota kosmiczna”, „Kosmiczne wyzwania” i „Odważ się robić wielkie rzeczy”.
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER
Pokazywanie elementu 1 z 1
Dlaczego mówi się „końskie zdrowie”? Naukowcy właśnie to wyjaśnili
Genetycy właśnie odkryli dlaczego konie wygrywają w biegu z innymi ssakami. Ich kondycja wynika z błędu genetycznego, który umożliwia wyjątkowy pobór tlenu przez mięśnie.
Zobacz także
Polecane
Pokazywanie elementów od 1 do 4 z 20
Madera: raj dla miłośników przyrody i aktywnego wypoczynku
Współpraca reklamowa
Kierunek: Włochy, Południowy Tyrol. Ależ to będzie przygoda!
Współpraca reklamowa
Komfort i styl? Te ubrania to idealny wybór na ferie zimowe
Współpraca reklamowa
Nowoczesna technologia, która pomaga znaleźć czas na to, co ważne
Współpraca reklamowa
Wielorazowa butelka na wodę, jaką najlepiej wybrać?
Współpraca reklamowa
Z dala od rutyny i obowiązków. Niezapomniany zimowy wypoczynek w dolinie Gastein
Współpraca reklamowa
Polacy planują w 2025 roku więcej podróży
Współpraca reklamowa
Podróż w stylu premium – EVA Air zaprasza na pokład Royal Laurel Class
Współpraca reklamowa
Chcesz czerpać więcej z egzotycznej podróży? To łatwiejsze, niż może się wydawać
Współpraca reklamowa
Portrety pełne emocji. Ty też możesz takie mieć!
Współpraca reklamowa